OT- AR

projekt muzyka mlodych




BRUDNE DZIECI SIDA


Brudne Dzieci Sida - jeden z ciekawszych ewenementów polskiej sceny punkowej końca lat 90. Od kiedy Patyczak, twórca i jedyny przedstawiciel zespołu zafascynowany starym punkiem - oczywiście nie pamięta z autopsji garażowych występów Dezertera, ale z pewnością może pochwalić się kolekcją wejściówek na FMR Jarocin - zainicjował istnienie BDS polska scena punk ożywiła się od świeżej krwi. Brudne Dzieci Sida to bowiem twór wyjątkowy, swoim charakterem przypominający nieco minikoncerty Pana Witka, który był podczas nie jednego Jarocina punkową maskotką, człowiekiem, który absolutnie nie potrafił grać na gitarze, ani tym bardziej śpiewać.

Pan Witek i Patyczak to swoisty folklor muzyki punkowej. Obaj tworzą podczas swoich występów happeningi, prowokują, zarówno działaniami, jak i tekstami piosenek. Oczywiście punkt nalezy się tu Patyczakowi, który jako przedstawiciel młodego pokolenia bije na głowę Pana Witka swoją sceniczną odwagą. Brudne Dzieci Sida znane są przecież z kilku mało wyszukanych, choć skutecznych promocyjnie, na tyle na ile w punku mozna mówić o promocji, akcji. To Patyczak rozbiera się na scenie śpiewając, że nie ma nic do ukrycia, to Patyczak występuje z gitarą przewieszoną na wielkim łańcuchu i to Patyczak wreszcie rwie podczas każdego występu struny z instrumentu. Starzy wyjadacze powiedzą - to ograne chwyty - wszystkie sławy punka tak się zachowywały. Rzeczywiście, ale nikt do tej pory nie odważył się tego robić w dobie jako takiej wolności politycznej w Polsce. Jakże łatwo było sie rozebrać w imię protestu i walki z systemem socjalistycznym, ale jakże trudno jest to robić, gdy niezależne wytwórnie zaczynają liczyć zyski i kalkulują, kto sprzeda się w 50 egzemplarzach a kto w dziesiątkach tysięcy.

Patyczak zaryzykował, że jego sceniczne zachowanie spodoba się młodziakom, i co najmniej rozbawi ortodoksów, zaryzykował, że scena go nie odrzuci i że za cenę etykietki punkowego dowcipnisia prześlizgnie sie przez tłum mało znanych kapel. Tak też się stało - na początku Brudne Dzieci Sida wydały kasetę z koncertu na Rozbracie własnym nakładem (wyd. Agrafka), której opakowanie sygnowane było oryginalnym zamknięciem z agrafki na kolorowym sznurku, później ukazała się koncertowa, już dwukasetowa reedycja "Love Kills" w wytwórni Miami z bogatą wkładką. To znak, że i muzyka i sam Patyczak spodobał się publiczności. Co w Brudnych Dzieciach Sida może się podobać? Na pewno nie doświadczenie. Wręcz przeciwnie - prostota przekazu, sterowany prymitywizm. Patyczak woła w kapitalistyczny świat zupełnie beztrosko: "Punkowa we mnie płynie krew, więc nowej drodze idę wbrew, i jedno czego chcę od życia, to nie mieć nic do ukrycia".